Posty

nowy początek...

już oficjalnie jestem rozwódką. Wyrok się uprawomocnił już pod koniec kwietnia więc jestem wolną kobietą. 23 maja jedziemy z Mariuszem (tak mana imię mój nowy facet/  do Polski pozałatwiać sprawy ze zmianą nazwiska na panieński oraz na moje i siostry urodzinki .Planujemy grilla imprezkę w gronie rodzinnym chociaż mam nadzieje, że uda nam się wyskoczyć na jakąś imprezkę z siostrą, bo przydało by się potańczyć. Ciesze się na nasz wyjazd bo stęskniłam się za wszystkimi bardzo.
Pomału się przyzwyczajam do mieszkania w Niemczech. Mam pracę, bo pracuje na warsztacie u Mariusza auta sprzątam i w ogóle się tego nie wstydzę. Fakt nie jest lekko ręcę mnie bolą i jak przygrzeje słońce to na hali jest ukrop ale daje radę. Najważniejsze, że zarabiam kasę. Mariusz to super facet taki wymarzony i wyśniony a co najważniejsze jest tylko MÓJ. Tak na szybko się odzywam , postaram się coś napisać za jakiś czas.

zmiany, zmiany i jeszcze raz zmiany....

W zeszłym w tygodniu w piątek stało się to na co dawno czekałam w sumie czekaliśmy...dostałam rozwód na pierwszej rozprawie i jestem oficjalnie wolna. Kosztowało mnie to dużo stresu, dużo wylanych łez i niestety pogorszenie stanu mojego zdrowia, ale już jest po wszystkim i mogę zacząć nowy rozdział mojego życia. Oficjalnie już nie mieszkam w Polsce przeprowadziłam się do Niemiec do swojej nowej miłość i przez jakiś czas będziemy tutaj żyć dopóki nie odłożymy pewnej kwoty pieniędzy.  Podejrzewam , że z dwa lata tutaj będziemy a później wracam do mojej kochanej Jeleniej.
Nie żałuje podjętej decyzji i jestem w końcu szczęśliwa. Układam sobie życie na nowo tylko szkoda, że jeszcze nie możemy myśleć o bobasie , bo moje zdrówko podupadło ale myślę, że to kwestia czasu.  Mam nadziej, że wszystko się ułoży po naszej myśli.

Nowy początek...

Nowy początek i nowa ja. Dużo się zmieniło w moim życiu. Nie będę wdawać się w szczegóły ale obecnie przebywam za granicą, pracuje i zamknęłam pewien etap w swoim życiu. Kosztowało mnie to dużo nerwów i płaczu ale w końcu jestem szczęśliwa. Na dniach zaczynam nową pracę i mam nadzieję,że jakoś się odnajdę w tej nowej sytuacji. Nie myślałam, że tak to się zakończy ale czy można się obronić przed miłością...Rodzina kiepsko przyjęła moją decyzję ale pomału akceptują te zmiany i mam nadzieje, że  się przyzwyczają do nowej sytuacji.
Niestety te zmiany kosztowały mnie sporo nerwów i ucierpiało na tym moje zdrowie. Odezwała się choroba jelit i naprawdę prawię się już poddałam ale całe szczęście mam obok siebie osobę, która mnie wspiera i kocha taką jaka jestem. Nie chudszą , ładniejszą tylko kocha mnie, mój sposób bycia, charakter, tatuaże .
W listopadzie zrobiłam kolejny tatuaż, dość spory bo na całym udzie ale tym razem moja druga połówka była ze mną te 8 h i wspierała mnie podczas tatuowa…

Zagubiona...

Pogubiłam się w tym wszystkim...w swoich uczuciach, pragnieniach...w swoim życiu...Za nami kolejny kryzys ale mimo to brakuje mi czegoś w życiu...tej radości z życia...brakuje sama nie wiem czego, kogo...Jestem zagubiona...Tęsknie chociaż wiem, że to nic nie da...że to nie ma sensu, że i tak nie odważę się podjąć pewnej decyzji...Przed naszym ślubem byłam szczęśliwsza i to o wiele...W szarej codzienności można się pogubić...zwłaszcza kiedy się człowiek mija z tą drugą połówka. Odliczam dni do urlopu. Do naszego wspólnego długiego urlopu w sierpniu i wyjeździe do Zakopanego. Bardzo tego potrzebujemy by na nowo pobyć ze sobą i odetchnąć od tej codzienność , która czasami może przytłaczać. Nie podoba mi się, że co niektóre osoby wtrącają się w nasze życie i to czasami odnoszę wrażenie, że za bardzo. Czuję ciągłą presje odnośnie bycia mamą ale jakoś nie  po drodze mi do macierzyństwa. Szkoda tylko, że niektórzy nie potrafią tego uszanować.

wróciłam...

Znowu długo mnie tu nie było ale ciągle jakoś brakuje mi czasu...Dodatkowo małe problemy w pracy i w małżeństwie spowodowały, że nie miałam ochoty tutaj wchodzić i coś pisać za co was przepraszam. Zmieniłam wygląd jak widzicie i przez przypadek usunełam listę blogów na które zaglądam więc proszę zostawcie swoje adresy na dole :)
Co u nas słychać?  Między mną a mężem jest lepiej. Zrobiliśmy sobie spontaniczny wypad do Wrocka aby troszkę się odciąć od tego wszystkiego i pomogło :) Jak człowiek jest we dwoje w innym miejscu to tak jakoś lepiej się czuje. Przynajmniej my tak mamy :)
Od dzisiaj do wtorku mam 4 dni urlopu ponieważ przyjechała siostra i razem wyprawiamy urodzinki :)  Jak ten czas szybko leci, w tym roku ostatni raz dwójka z przodu... Pogoda dopisuje więc i humorek jest :) Planujemy grila jutro a w niedziele jadę z mężulem na konwent tatuaży do Wrocka i ciesze się jak dziecko :)  Posiadam trzy tatuaże ale  nie długo będą już cztery :) Nie wiem czy kiedyś przestane :) Uciekam …

długa przerwa...

Żyje i mam się dobrze. Nie wiem co się ze mną dzieje ale ostatnio w ogóle nie mam czasu i chęci aby tu zajrzeć. Mam nadzieje że mi to wybaczycie :)
U nas wszystko dobrze chociaż czasami dopada nas jakiś kryzys ale trudno się dziwić jak człowiek się ciągle mija.  W lutym zakończyłam poprawkę tatuażu na boku i jestem zakochana tak pięknie wyszedł :) Fakt kosztowało mnie to trochę bólu ale było znieczulenie więc jakoś to ogarnęłam. Całe szczęście towarzyszył mi mężu na obydwu sesjach, bo studio w innym mieście i trzeba było dojechać samochodem. Czeka mnie jeszcze kilka poprawek, bo jeszcze napis przebija ale to już na spokojnie.  Od stycznia zapisałam się na siłownie i sumiennie chodzę. Zakupiłam cały strój : buty ,leginsy, koszulki i się jaram jak dziecko :) Wczoraj przyszła druga para leginsów bo muszę mieć coś na zmianę i są cudowne :) Staram się tak dwa maksymalnie trzy razy w tygodniu być na siłowni :) Nie poddaje się ale czekam aż będzie ciepło wtedy chyba zostanę przy ćwiczeniach …

grudniowo...

Jak zawsze nie mam czasu na pisanie. Tyle się ostatnio dzieje, że trudno mi się zebrać i wejść tutaj i coś dla was napisać. Mam nadzieje, że mi to wybaczycie :)
Już mamy grudzień. Czas tak szybko leci, że zanim się obejrzę to już będzie kolejny rok. W grudniu jak co roku dużo pracy. Grafik bardzo napięty ponieważ mamy pozwolenie na nadgodziny. Trzeba będzie jakoś pogodzić zarówno prace, dom oraz przygotowania do świąt. Jakoś damy radę :) Mąż niestety też w święta pracuje ale u niego to norma niestety. Ja też pracuje w Wigilię i Sylwestra więc mało wolnego w grudniu mam ale przeżyje, bo będzie lepsza wypłata:)
Mikołajki bardzo miło spędziliśmy bo wybraliśmy się do kina na Underworld Wojny krwi :) Polecam serdecznie jak lubicie takie filmy :) Później obiad , małe zakupy a popołudniu odwiedziliśmy naszą chrześnice no bo Mikołaj o niej przecież pamiętał:)
Między mną a mężem raz lepiej a raz gorzej :) Wiadomo jak w małżeństwie. Są dobre chwile ale i są też gorsze.  Dogadujemy się ale jeżel…